Nowy rok sprawozdawczy i atestacja celów ESG: nie wymyślaj, nazwij to, co już robisz
27.11.2025
Nowy rok sprawozdawczy to moment, w którym cele ESG przestają być „ładnym dodatkiem” do strategii, a stają się twardym elementem raportu – takim, który ktoś z zewnątrz będzie weryfikował w ramach atestacji.
Audytor nie pyta wtedy ogólnie: „czy macie cele ESG?”, tylko:
- „jak je zdefiniowaliście?”,
- „jaki jest rok bazowy i poziom odniesienia?”,
- „jak mierzycie postęp i czy to się spina z danymi finansowymi i operacyjnymi?”
Wiele firm odkrywa w tym momencie, że „cele”, które kiedyś dobrze wyglądały w prezentacji, dziś nie przejdą testu atestacji. Są zbyt ogólne, nie mają roku bazowego, nie wynikają z istotności ani z realnych danych. Zaczyna się nerwowe dopisywanie nowych haseł – często kompletnie oderwanych od tego, co firma faktycznie robi.
Tymczasem najlepsze, najbardziej wiarygodne cele ESG na nowy rok sprawozdawczy to nie te wymyślone od zera, ale te, które wyrastają z dotychczasowej praktyki firmy.
Wiele organizacji – może nawet Twoja – już działa zgodnie z zasadami ESG, tylko… nikt tak tego nie nazywał i nikt nie spinał tego w logiczny zestaw celów, wskaźników i polityk.
I tu właśnie zaczyna się prawdziwa wartość nowych standardów, takich jak ESRS (European Sustainability Reporting Standards): pozwalają nazwać, uporządkować i nadać kierunek temu, co często już istnieje w codziennej praktyce. Atestacja nie jest więc tylko „kontrolą”, ale lustrem, w którym bardzo wyraźnie widać, czy cele ESG są:
- oparte na danych (a nie na życzeniach),
- spójne z istotnymi tematami,
- mierzalne i osadzone w czasie,
- powiązane z konkretnymi wskaźnikami KPI.
Dlatego zamiast nerwowo wymyślać nowe cele na potrzeby kolejnego raportu, warto zacząć od prostego kroku: opisać to, co już robisz, nazwać to językiem ESRS i zamienić w dobrze zdefiniowane cele, które obronią się także w procesie atestacji.
ESG bez etykiety – czyli jak to wyglądało wcześniej
Dziś jako menedżerka ESG mam coraz częściej autorefleksję: wiele z celów, które dziś raportujemy i planujemy z etykietą ESG, realizowałam już wcześniej – choć wtedy nikt tak tego nie nazywał.
Jako konstruktor projektowałam oszczędne budynki – z myślą o budżecie inwestora, trwałości konstrukcji i racjonalnym zużyciu materiałów. Bo dobra konstrukcja to taka, która spełnia swoją funkcję, jest bezpieczna i nie generuje zbędnych kosztów.
Później, jako koordynator inwestycji, zarządzałam materiałami i odpadami, optymalizowałam wykorzystanie ludzi, maszyn i przestrzeni. Wszystko po to, by inwestycja była wydajna i opłacalna – a przy okazji bardziej efektywna środowiskowo.
W jednej z realizacji doprowadziłam do uruchomienia kotłowni zasilanej resztkami drzewnymi z produkcji. Dzięki temu zakład nie tylko zagospodarowywał odpady, ale też w dużej mierze uniezależnił się od zewnętrznych dostaw energii cieplnej, ograniczając jej zużycie z sieci. Choć wtedy nie używało się jeszcze słów takich jak „GOZ” czy „efektywność energetyczna”, kierowałam się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem i podejściem ekonomicznym.
To pokazuje, że wiele działań "z ekonomii" dziś wpisuje się w ESG. Bo często to, co jest dobre dla finansów, jest też dobre dla środowiska.
Dziś te same działania świetnie wpisują się w: efektywność zasobów (ESRS E5), gospodarkę o obiegu zamkniętym (GOZ), redukcję emisji gazów cieplarnianych (ESRS E1).
Cele ESG – jak naprawdę powinny wyglądać?
W codziennej praktyce wiele działań, które miały na celu optymalizację kosztów, materiałów czy energii, dziś z powodzeniem można zakwalifikować jako działania ESG – o ile zostaną jasno nazwane i zmierzone.
Zgodnie z ESRS (Mierniki i cele MDR-T), cele muszą być konkretne, mierzalne, realistyczne i osadzone w kontekście działalności firmy. Powinny mieć powiązany wskaźnik KPI i punkt odniesienia. W praktyce: to po prostu dobrze sformułowane plany działania, które i tak warto mieć – także z biznesowego punktu widzenia.
Jak zatem dziś mogłabym sformułować cele, skojarzone z wyżej wspomnianymi działaniami?
Wiele działań technicznych, które kiedyś wynikały po prostu z potrzeby oszczędności, dziś wpisuje się w cele ESG. Przykładowo, projektowanie oszczędnych konstrukcji – zakładające mniejsze zużycie materiałów i lepsze parametry energetyczne – dziś można określić jako działania na rzecz efektywności zasobów (ESRS E5). Taki cel może brzmieć: „Zmniejszenie zużycia materiałów o 15% do końca 2026 r. względem roku bazowego 2023”. Do pomiaru służą KPI takie jak: ilość materiałów na m² powierzchni (kg/m²), zużycie energii w cyklu życia budynku (kWh/m²/rok), czy udział materiałów z recyklingu.
Podobnie z wykorzystaniem resztek drzewnych w kotłowni – decyzja pierwotnie oparta na ekonomii, dziś jest przykładem gospodarki o obiegu zamkniętym i redukcji emisji GHG (ESRS E1 i E5). Celem może być: „Redukcja emisji z kotłowni o 30% do końca 2026 r. względem roku bazowego 2022”. Mierzymy to np. udziałem energii z odpadów, ilością zagospodarowanych ton biomasy rocznie i wyliczoną redukcją emisji CO₂ (tCO₂e).
Także zarządzanie odpadami na budowie – planowanie zamówień, segregacja, ponowne użycie – dziś można przypisać celowi „minimalizacji odpadów” (ESRS E5). Przykładowy cel to: „Zmniejszenie ilości odpadów budowlanych o 20% do 2025 r. względem poziomu z 2023 r.”. Wskaźnikami mogą być: ilość odpadów na 1 mln zł inwestycji, procent odzysku i recyklingu oraz liczba działań zapobiegających powstawaniu odpadów.
Co pokazały pierwsze atestacje?
Doświadczenia z tegorocznych atestacji ujawniły kilka powtarzających się problemów. Przede wszystkim firmy często mylą cele z działaniami – na przykład traktują „ograniczanie zużycia wody” jako cel, zamiast określić, o ile i do kiedy to zużycie ma zostać zmniejszone. W wielu przypadkach brakowało też odniesienia do roku bazowego, przez co postęp trudno było ocenić. Zdarzało się również, że cele były zbyt ogólne, niedopasowane do skali i charakteru działalności firmy lub zupełnie niepowiązane z wcześniej zidentyfikowanymi istotnymi tematami. To pokazuje, że warto zacząć od dobrze zdefiniowanego punktu wyjścia – realnych danych i konkretnej diagnozy – zanim sformułujemy cele ESG, które faktycznie będą możliwe do zrealizowania i udokumentowania.
Dla wielu firm punkt zwrotny to... pierwsza inwentaryzacja
Wielu firmom oczy otwierają się dopiero wtedy, gdy mają przed sobą konkretne dane. Gdy widać zużycie energii, ilość odpadów czy straty w materiałach – ESG przestaje być dodatkiem do strategii. Staje się narzędziem do optymalizacji, uporządkowania procesów. Cele zaczynają wynikać z danych, a nie z życzeń.
A jeśli dopiero zaczynasz?
Nie musisz zaczynać od wielkich deklaracji. Zacznij od odpowiedzi na trzy proste pytania: Co już robimy dobrze? Co możemy zmierzyć? Co opłaca się poprawić?
Na tej podstawie możesz stworzyć pierwszy realistyczny cel ESG – taki, który nie tylko spełni obowiązek, ale i da wartość Twojej firmie.
Zakończenie
Nie wymyślaj celów ESG na siłę. Zdefiniuj to, co już robisz albo możesz zacząć robić – i nadaj temu nazwę, kierunek i miarę.
ESG to sposób na świadome zarządzanie. To uporządkowany, zdrowy rozsądek. A często również... ekonomiczna konieczność.
A wiele firm – być może także Twoja – ma go już dawno w DNA.
