Emitenci muszą się dostosować do nowych regulacji

Nowa ustawa o biegłych rewidentach jest nie lada wyzwaniem dla emitentów, ich władz, ale również dla audytorów. Jak wpłynie na rynek? Zdania uczestników debaty były podzielone.

Po blisko dwuletnim procesie legislacyjnym w ubiegłym tygodniu weszła w życie nowa ustawa dotycząca biegłych rewidentów. Zmiany dotyczą jednostek zainteresowania publicznego, czyli m.in. spółek giełdowych. Największe emocje budzi ustalenie 5-letniego okresu rotacji oraz zakaz świadczenia dodatkowych usług (oprócz tzw. usług atestacyjnych, czyli poświadczających) przez audytora w badanych spółkach. O tym, jaki wpływ na rynek będą miały nowe regulacje, dyskutowali eksperci podczas debaty zorganizowanej w siedzibie „Parkietu" i „Rzeczpospolitej".

Różne spojrzenia na rynek

Ewa Jakubczyk-Cały, partner zarządzająca PKF Consult, podkreślała, że na ustawę trzeba patrzeć w szerszej perspektywie. – Mamy trzy aspekty w budowie jakości informacji finansowej: sporządzenie sprawozdania, jego badanie oraz nadzór właścicielski. Mam nadzieję, że nowe regulacje wpłyną na nie pozytywnie i podniosą jakość sprawozdawczości. Są to zmiany trudne z punktu widzenia spółek, ale konieczne – oceniła.

O spodziewanych pozytywnych efektach ustawy mówił poseł Artur Soboń. – Przyjęte rozwiązania wynikają z konieczności wdrożenia prawa unijnego. Nasza diagnoza była następująca: Polska jest w tym sensie specyficzna, że stopień koncentracji na rynku audytu jest niezwykle wysoki. Wprowadzone zmiany dają szansę na dekoncentrację – twierdził. Z rankingu „Rzeczpospolitej" wynika, że tzw. wielka czwórka (EY, KPMG, PwC oraz Deloitte) zdecydowanie dominuje wśród największych spółek giełdowych. Natomiast pod względem liczby obsługiwanych klientów w grupie wszystkich emitentów ma w sumie ponad 38 proc. rynku.

Na wyzwania związane z nową ustawą wskazywał Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. – Grubo ponad sto spółek będzie musiało w 2018 r. zmienić biegłego rewidenta, co wywoła pewien chaos na rynku – przestrzegał. Jego zdaniem liczba audytorów się zmniejszy, co zwiększy oligopolizację rynku. – Zwłaszcza w sytuacji, gdy np. któreś ze spółek są w pewnym sensie związane z koniecznością audytu przez wielką czwórkę. Jeśli mam jednego doradcę, który mnie audytuje, drugi świadczy usługi z zakresu transfer pricingu, a trzeci optymalizacji podatkowej, to przy rotacji tak naprawdę zostaje mi jeden – mówił. Innego zdania był Andrzej Puncewicz, członek zarządu Crido Taxand. Wskazywał na zagraniczne korporacje, które wypracowały sobie systemowe rozwiązania. – Znana mi dobrze zagraniczna firma kilkanaście lat temu przyjęła politykę, w ramach której ma jednego doradcę podatkowego, a wszystkie pozostałe firmy są zapraszane do przetargu na badania audytorskie – mówił. Jego zdaniem kluczem jest rozsądna i przemyślana polityka organów spółki w zakresie wyboru doradców i audytora.

Dalszą część artykułu znajdą Państwo pod adresem: parkiet.com oraz rp.pl